aktualność:

zdjęcie Lisek

Historia Liska

W ubiegłym roku 2017 jesienią pojawił się w letnim domku nowy szary, bardzo dziki kot. Zbliżała się zima. Nie miałam sumienia pozbyć się Liska (tak go nazwałam). Zasunęłam drzwiczki domku i zostawiłam go. Rzucał się na mnie, kiedy tam wchodziłam. Jeszcze tak dzikiego i agresywnego kota nie spotkałam.
Potem zawieźliśmy go do Kliniki, przeszedł wszystkie badania (oczywiście w lekkiej narkozie). Kot okazał się zdrowy. Wszyscy moi znajomi, miłośnicy zwierząt radzili kotu dać wolność. Zostawiłam go jednak w naszym domu z kotami. Był coraz milszy dla nas i łagodniejszy. Przytula się do kotów... Jest bardzo szczęśliwy.
Leży na poduszeczkach, zamiast na wolności w krzakach, błocie, na mrozie i śniegu.
Kiedy patrzę na tak bardzo szczęśliwego Liska, ciągle myślę o tych kotach, które nie mają tyle szczęścia.
Dwa miesiące temu pojawił się kłopot u Liska z uchem (polip, głęboko w uchu). Natychmiast przeprowadzono operację. Znowu zadaję sobie pytanie- co stało by się z Liskiem, gdy bym go na wolność wypuściła!!!
Jak długo cierpiałby w krzakach na mrozie i śniegu w głodzie?
Umierałby w cierpieniu strasznym jak nasza Gabusia z roztrzaskaną żuchwą, którą w ostatniej chwili zabraliśmy z Kliniki. Straż Miejska zabierała ją właśnie po przebytej operacji, żeby z powrotem wyrzucić ją w miejsce skąd ją zabrano, czyli w blokowisko w Zgierzu.
Gabusia sama nie jadła i nie piłą, historię Gabusi wcześniej opisaliśmy.
Opisaliśmy też historie Mysiny, która po skomplikowanej operacji barku i łapki spadłą z wysokości i sama wszystko rozwaliła- całe umocowani a drutem i opatrunki. Konieczna była druga operacja. Teraz jest u nas. Chodzi lekko kulejąc, bawi się i jest szczęśliwa.
Takie sytuacje są u nas zawsze, cały czas. Wyleczone w stanach prawie beznadziejnych jak Michaś zostają z nami. Część z 43 kotów w naszej Fundacji żyje 10-15 lat i kilka starszych. Nikt ich nie che.
Dlatego przez całe lata myślę, żeby stał się cud!!! Żeby wybudować na naszej działce hospicjum z malutkim gabinetem lekarskim jak najtańszym sposobem (są nowe tanie technologie). Mamy miejsce na budowę, to najpiękniejsze miejsce, ciche bez domostw i ludzi.
Tego miejsca szukaliśmy 2 lata.
Od lat obserwuję z zazdrością piękne poczynania Jurka Owsiaka na rzecz ludzi i marzę od lat, żeby objawił się kiedyś ktoś, kto chciałby choć w malutkiej części coś zrobić dla zwierząt i zaczął działać. Wierzę że tak się stanie bo ludzi, którzy bardzo kochają zwierzęta jest dużo. Może wystarczy dać sygnał w świat a stanie się to COŚ!

Proszę o wsparcie, o pomoc w tym przedsięwzięciu i pomysły.
Sama nic bez WAS nie zrobię.
Na dobry i szczęśliwy początek oddaję mój pierwszy, namalowany po studiach na plenerze w Gubinie obraz nagrodzony na najważniejszym "Konkursie na obraz, rzeźbę i tkaninę unikatową" w Łodzi.
Ze swojej strony przyrzekam, maluję przez cały czas, będę malować dużo i dobrze, gdyż każdy grosz ze sprzedaży obrazów nam się przyda.
Pomogą również w tej akcji moi koledzy i koleżanki w Związku Artystów Plastyków w Łodzi. Już o tym rozmawialiśmy. Poniżej zdjęcie Liska po operacji, w klatce.

<< wróć