Mała sunia Szaricha została uratowana od śmierci w roku 2013, i była strasznie bita.

Pewnego dnia usłyszałam straszny pisk i skowyt w pobliskim gospodarstwie. Dobiegłam na czas, jeszcze żyły - Szaricha i jej braciszek Puszek. Natychmiast je zabrałam. Szaricha żyła u nas jak w raju przez 9 lat, spała na tapczanie ze swoim braciszkiem i trzema innymi kotami, Kazikiem grubą Łatą i Sołtysem. Potwornie bity w gospodarstwie naszego Sołtysa kot Sołtys trafił do nas w ten sam sposób w 2010 r. Żyje, ale nie da się dotknąć. Na widok naszej ręki ucieka. Ma astmę i od 2 lat jest wspaniale leczony i ma się doskonale.

W 2019 r. po siedmiu latach u nas, pojawił się u Szarichy guz. Zrobiliśmy operację w Klinice dr. Sieradzkiego. Żyła po zabiegu 3 lata, zdrowa, wesoła, dobrze jadła, bawiła się i biegała w lesie.

Nagle w tym roku przestała biegać, bawić się. Jej brzuch zrobił się twardy. W klinice zrobiono USG. Niestety nowotwór opanował prawie wszystkie narządy. Nie było dla niej ratunku. Zmarła w klinice 7 marca w samo południe.

Byłam z nią do końca. Przy mnie gasły jej kochane oczy. Wiadomo, ból był duży. Każdy kto kocha swojego psa, kota wie dobrze.

Po powrocie do domu jest najgorzej, puste miejsce na tapczanie…. Smutne oczy jej braciszka Puszka. Nie siadają już na tapczanie 3 koty… Traktowały ją jak matkę.