W ubiegłym roku wydarzyła się niewyobrażalna tragedia. W naszym domu pojawiła się z polecenia Pana K. kobieta wyłapywaczka kotów na terenie Gminy Zgierz i okolic, znana również w klinikach wetrynaryjnych w Zgierzu jako miłośniczka zwierząt. W pierwszych słowach wyraziła głębokie współczucie z powodu tak wielkiej ilości zwierząt (37 kotów i 5 psów) i zaproponowała pomoc, czyli przejęcie naszej Fundacji od zaraz, objęcie stanowiska Prezesa Fundacji z pensją 4000 zł i własną księgowością. Byliśmy zszokowani i odmówiliśmy jakiejkolwiek pomocy z jej strony. W kilka dni po spotkaniu pojawiły się w gęstych zaroślach i krzakach obok naszego domu wałęsające się głodne i wystraszone koty. Pierwsze to aż 8 czarnych potem następne i następne, a na koniec w wysokiej trawie leżały prawie martwe 3 kocięta bez matki. Uratowano je w klinice ale kłopoty z ich zdrowiem są duże do dziś. Wśród 8 czarnych kotów był jeden rasowy szkielet kota. 

       

Zamiast sierści miał twarde kule przylepione do ciała jakby wrośnięte. Nie mógł się poruszać. Widok był makabryczny. Pod narkozą zrobiono zabieg ratujący życie, po przebadaniu okazało się że jest bardzo chory. Leczenie trwało cały rok, przy naszych i lekarzy ogromnym wysiłku niestety nie udało się go uratować. 

Inne koty podrzucane były nieprzebadane, nie wysterylizowane, miały stany zapalne dziąseł i zepsute zęby. Prawie cały rok zajmowaliśmy się leczeniem tych podrzuconych kotów w klinikach w Zgierzu i w Łodzi na ul. Janosika. Wyjazdy z domu z Emilii do Łodzi na zabiegi w klinice i powroty to około 4-5 godzin. W domu pozostawały bez opieki nasze zwierzęta, które wymagają szczególnej opieki. Wśród naszych podopiecznych jest 17 kotów w wieku od 10 do 18 lat:

Miki: - kot 18 letni przestał samodzielnie jeść i musimy się nim natychmiast zająć.

Sołtys: - kot zabrany w 2010 r. Sołtysowi ze wsi, bity, pokaleczony, bardzo dziki. Przez 11 lat u nas nie daje się dotknąć. Na widok wyciągniętej ręki ucieka. Teraz dopadła go astma i jest na terapii sterydowej.

Lisek: - kot uratowany 4 lata temu, przeszedł dwie trudne operacje -polip w uchu (zabieg z głębokim wypalaniem guzka we wnętrzu ucha).

Tupek: - pies bardzo stary. Nie wiemy ile ma lat. Znaleźliśmy go w rowie obok naszego domu 10 lat temu. Był zdrowy, niestety w sierpniu br. dostał paraliż. Po leczeniu paraliż ustąpił została tylko przechylona głowa. Wykonano również badanie USG, wykazało guz na śledzionie w wielkości 6,5 cm, niestety są także przerzuty do wątroby. Nie ma szans na uratowanie naszego ukochanego Tupka.

Gabusia: - kot bezdomny wyłapany przez Straż Miejską na śmietniku w Zgierzu z roztrzaskaną żuchwą i prawie odciętym językiem. Przywieziono ją do kliniki w Zgierzu, operacja była bardzo trudna. Kota uratowano ale nie udało się przyszyć  języka tak prawidłowo żeby umieścić go na swoim miejscu (Wielkie uszkodzenia żuchwy i języka spowodowały trudności w przeprowadzeniu 100% udanej operacji). Przypadkowo byłam w klinice świadkiem, kiedy Straż Miejska kota odbierała. Miał wrócić na miejsce skąd go wyłapano, czyli na śmietnik przy blokowisku. Kiedy usłyszałam, że kot nie będzie jadł i pił samodzielnie zabrałam go do naszej Fundacji. Były z nią wielkie kłopoty, okazało się, że zęby ranią język. W klinice w Łodzi usunięto zęby, potem wymyśliłam sposób na picie i jedzenie . Był to mój wielki sukces !!!  Kiedy pomyślę jak cierpiała by nasza Gabusia umierając z głodu i bólu, jestem załamana że tak się dzieje z dziesiątkami "URATOWANYCH" zwierząt. Gabusia żyje u nas 6 lat bardzo szczęśliwa.

Po dokładnym przebadaniu podrzuconych kotów, umieściliśmy je razem z naszymi. Zrobiło się bardzo ciasno, zaczął się horror! Ogromny strach, stres. Zaczęła się walka, lała się krew. Były głębokie pogryzienia, złamania kończyn. Zaczęło się leczenie od nowa, zakładanie gipsu i kroplówki. To wszystko co przeszliśmy było straszne. Jak człowiek mógł nam i zwierzętom zrobić taką krzywdę. Jesteśmy starzy, zmęczeni, załamani i jesteśmy sami. Od początku istnienia naszej Fundacji nie mieliśmy nigdy i nie mamy ani jednej osoby. Nie stać nas na etat i opłacanie świadczeń związanych z etatem. Pieniądze które dostajemy z 1% wystarczają na karmę. Resztę wydatków pokrywamy z dwóch emerytur i połowy etatu mojego męża.