Mimo naszej trudnej sytuacji i naszych postanowień, że nie weźmiemy już żadnego kot, musieliśmy wziąć 4 małe dwumiesięczne koty wraz z matką, we wrześniu 2019 roku. Absolutnie nie mogliśmy odmówić 88-letniej chorej kobiecie, która całe swoje życie ratowała koty na terenie blokowisk przy Lutomierskiej w Łodzi, gdzie mieszka.

W sierpniu 2019 roku w bloku pojawiła się czarna kotka z 5-cioma małymi kociętami. Pani Jadwiga wiedziała, że jeśli natychmiast ich nie wyłapie , znajdą się pod kołami samochodów. Rozdzwoniła się po całej Łodzi nie omijając żadnej Fundacji, żadnej instytucji pro-zwierzęcej, w Łodzi.

NIKT NIE POMÓGŁ!

Odpowiedź była jedna: nie odławiamy wolno żyjących kotów i nie zbieramy ich, nie mamy dla nich miejsca ani pieniędzy. Zbieractwem się nie zajmujemy. Możemy tylko udostępnić klatkę-łapkę za odpłatnością.

Pani Jadwiga prosiła sąsiadów, którzy pomogli jej wyłapać koty. Zadzwoniła do nas błagając o pomoc. My nie mogliśmy odmówić tej kobiecie. Zabraliśmy kotkę z 4-ma małymi (jeden został u sąsiadów pani Jadwigi). Kłopot był dla nas ogromny. Trzeba było wygospodarować osobne pomieszczenie, odizolować 2-miesięczne maluchy, potem zaszczepić i przeczekać kwarantannę. Teraz są w pokoju z innymi kotami. Jest ciasno. Zdrowe, bardzo dobrze odżywione już 7-miesięczne maluchy zaczynają rozrabiać. Jeden z maluchów już zrobił sobie krzywdę i złamał łapkę i z chorą łapką jeździmy od kilku dni do Łodzi do Kliniki.