Kolejny czarny kot pod naszym dachem

Przysięgamy sobie, że już nie weźmiemy do naszego domu ani jednego kota bo mamy aż 48 kotów.Nie dajemy rady. Nie mamy żadnej pomocy.
I znowu na początku sierpnia przybył do nas nowy duży czarny kot. Sforsował 2 metrowe ogrodzenie w naszej wolierze i wskoczył górą do środka i nie mógł stamtąd wyjść (na szczęście!) Szalał ze strachu. Był przekonany, że oprawcy dopadną go. Przed tym zdarzeniem, zupełnie przypadkowo, dowiedziałam się, że na pobliskich działkach w domkach letniskowych zadomowił się czarny kot. Polowali na niego i miał być zabity- tak zadecydowali. Miał wielkie szczęście i dużo kociego rozumu. Zdołał umknąć im, pewnie w ostatniej chwili. Z woliery wypędziliśmy go do letniego kociego domku. Siedział przerażony i przez pierwsze dni nic nie jadł. Nasz widok rzucał się na nas. Oczy miał w obłędzie.
Znaleźliśmy sposób na złapanie go. Udało się nam zawieść do lekarza, gdzie przeszedł kastrację i wszystkie badania. Jest zdrowy ale wyjątkowo dziki. Sądziliśmy, że w naszym domu i w pokoju z innymi kotami uspokoił się. Niestety nie wychodzi z ukrycia. Połowa naszych kotów zachowuje się podobnie, choć u nas są już kilka lat. Nigdy nie można ich dotknąć i jest wielki kłopot, jeśli trzeba jechać do lekarza, leczyć, zaszczepić, odrobaczyć.